Ciasto drożdżowe będę jeszcze wielokrotnie zachwalała na blogu. A to z prostej przyczyny. Kiedyś stanowiło ono dla mnie nie lada wyzwanie. Od pierwszej upieczonej drożdżówki, chałki… stało się, jeśli tak mogę to określić - „moim ciastem flagowym”. Po raz kolejny wykorzystałam serwatkę - do ciasta, na chałkę z kruszonką.
Składniki:
- 8 szklanek mąki tortowej
- 1 szklanka cukru
- 4 jajka
- 2 szklanki serwatki
- 30g drożdży suszonych
- 30 dag masła
- 1 płaska łyżeczka soli
- 1 jajko do smarowania - kruszonka
Przygotowałam rozczyn – 50ml wrzątku i 1 łyżeczkę cukru – wymieszałam, dolałam 100ml zimnej wody, wsypałam suche drożdże, dokładnie wymieszałam. Przykryłam i odstawiłam w ciepłe miejsce na 20 minut. Masło rozpuściłam w mikrofali, do gorącego wlałam serwatkę. Ubiłam całe jajka z pozostałym cukrem. Do przesianej mąki dodałam wyrośnięty rozczyn, ciepłe masło z serwatką, ubite jajka z cukrem, sól. Ciasto wyrabiałam robotem z hakami, do czasu, aż stało się jednolite i nie przywierało do miski (trwało to ok. 12 minut). Lekko oprószyłam mąką, przykryłam wilgotną ściereczką i odstawiam do wyrośnięcia na 1,5 godziny. Potem krótko wyrobiłam i uformowałam dwie chałki, a z pozostałego ciasta – bułki. Wbrew pozorom zaplecienie chałki jest bardzo proste. Z części ciasta rozwałkowałam prostokąt, podzieliłam radełkiem na 5 równych pasków, końcówki złączyłam i zaplotłam warkocz. Prawy pasek przełożyłam – do środka, przez dwa paski. Następnie lewy – do środka, przez dwa. I tak do końca – do środka, przez dwa. Zapewniam, że nie jest to trudne, wręcz bardzo proste. Uformowane chałki przełożyłam na papier do pieczenia i włożyłam do keksówek. Z pozostałego ciasta wyszło jeszcze 11 bułek. Formy z ciastem odstawiłam, w ciepłe miejsce, do ponownego wyrośnięcia na 40 minut (oczywiście pod przykryciem). Wyrośnięte, posmarowałam roztrzepanym jajkiem, posypałam kruszonką migdałową, wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180°C na 30 minut – chałki i 20 minut- bułki. Upieczone przestudziłam na kratce.
Czasem warto przemóc swoją niechęć do pieczenia ciasta drożdżowego. Wiem i rozumiem, jest to ciasto baaardzo czasochłonne i wymagające. Lubi ciepło, nie znosi przeciągów, ponoć nawet nie znosi kłótni, podczas przygotowywania. Ale cóż to wszystko znaczy – wobec puszystej, delikatnej, pachnącej… ech, kto nie upiecze może dalej marzyć. Za taką chałką, czy drożdżówką, można iść… na koniec świata. Smacznego.
Oceń przepis










Tort kokosowy
Buleczki drozdzowe puszyste jak bawelna
Truskawkowo waniliowa zebra
Kolorowe spaghetti z krewetkami
Ciasteczka pieczarki
Frytki belgijskie










